O wspólnocie, ksenofobii, politycznej poprawności i cywilizacji Zachodu z prof. dr. hab. Bogusławem Wolniewiczem rozmawia Konrad Bonisławski
Konrad Bonisławski: Atakują Panowie w swojej książce polityczną poprawność. To już nie tylko opresja na poziomie słowa i represja za nieprawomyślność, ale także myślenie magiczne, uniformizacja społeczeństwa i jego poglądów oraz jego homogenizacja. Czy coś się zmieniło od czasu napisania tych słów?
prof. Bogusław Wolniewicz: Pisząc książkę nie w pełni doceniliśmy powagę tego zjawiska. Widzieliśmy, że nadchodzi coś niebezpiecznego, ale pełny sens tego zjawiska ujawnił się dopiero później. Dzisiaj, mnie polityczna poprawność jawi się jako ideologia nowego państwa policyjnego, wręcz Orwellowskiego. Normy politycznej poprawności mają być etyką tego, co się nazywa „laickim humanizmem”, jego praktycznym ucieleśnieniem. Kodyfikacją tych norm – i ta kodyfikacja uświadomiła mi dopiero powagę tego zjawiska – jest Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Ta Karta to ma być nowy Dekalog. Nowy zestaw zasad moralności, zastępujący ten dany na Górze Synaj. Bo laicki humanizm to jest mutacja komunizmu. Jarosław Marek Rymkiewicz już kilkanaście lat temu powiedział: „komunizm nie umarł, on mutuje”. Takimi mutantami komunizmu są właśnie orędownicy owej politycznej poprawności, czy też jak piszemy w książce, „polit-poprawności”. Dwieście lat temu komunizm startował jako nowe chrześcijaństwo. Ostatnia książka hrabiego de Saint-Simon, jednego z głównych ideologów komunizmu, taki właśnie nosiła tytuł: „Nowe chrześcijaństwo”. Komunizm się zawalił, głównie ze względu na swą niesłychaną niewydolność ekonomiczną, ale aspiracje, by wyprzeć stare chrześcijaństwo i zastąpić je nowym pozostały. czytaj dalej






